Pamiętam, jak natrętny Minttu zalewał rytm.
Kiedy oddech czerniał od smoły,
a życie odbierało śmierć.
Ale też pamiętam, że to tylko migotanie,
pyłek mchu widłaka zdobiący jasność.
Może kreska na drugim krańcu niż szarfa?
Teraz zapadam się w oddech
i panuje nad językiem, by nie wychodził przed zęby.
Bezwstydnie popijam Minttu
i odśmiecham zmieniony.