Spory zawrót głowy o smaku dzieciństwa,
przy kolejnym łypię źrenicą w tę samą stronę,
w stronę kalafonii i anielskiego włosia.
Wciąż w tę samą.
Mimo iż wszystko mi mówi, że nie powinienem.
Kilka słów zostało w echu między uszami,
kilka następnych związuje język,
a jeszcze kolejne pachną wrzosem, ale także niezapominajką:
układam z szarych zwojów piramidę odejścia,
ale osierdzie oplata krwią i nie puszcza.
Szarość dla siebie, ale przede wszystkim dla ciebie.
Laur tylko dla mnie. I tylko dla ciebie.