Moje słowa z siłą fali
napieprzają, świat się wali.
Ja nie muszę wznosić miecza
ani skrzydeł mieć na plecach.
Jak coś powiem, strach się nie bać
z przyjemniaczka zrobię zgreda.
Przy tym będę śmieszny koleś,
wszyscy parskną, ja pierdolę!
I każdego popuentuję,
porównując głowę z chujem.
Takie myśli mam natrętne,
że jam jest inteligentem.
Teraz idę do kibelka
fiołkiem pachnie kupa wielka,
wszystko, co jest mym wytworem,
ma zabłysnąć szanse spore.