Rękopis z podpisem Antoni Grycuk, obok maszyna do pisania i kałamarz

Różne

Królik królem

Królik królem

 

Przyjdźmy wszyscy, bo miał miejsce wielki wypadek. Każdy, kto odpowiednio zareaguje, otrzyma zapłatę adekwatną do reakcji. Wóz, którym stary Anton transportował zwierzęta do nowej posiadłości, przewrócił się do rowu zaraz przy wyjazdowej bramie!

 

Zbiegły się wszystkie zwierzęta z gospodarstwa Antona. Krowa, świnia, owce, kaczki, kury, a przede wszystkim królik. Na wywróconej furmance leżał Anton oraz gęsi, indyki, dwa psy, trzy młode kociaki.

Zwierzęta stanęły w szerokim okręgu i bezgłośnie obserwowały zdarzenie. Stary Anton z zaplątaną postronkiem nogą próbował się uwolnić, złorzecząc każdej istocie w pobliżu, począwszy od krowy, bo największa, poprzez świnię z racji jej niechlubnej nazwy, a skończywszy na Bogu ducha winnym króliku, który akurat podgryzał przydrożną koniczynę.

Zgromadzeni, z obawą, czy nie zostaną przygnieceni przez furmankę, nie reagowali. Tylko królik, zajęty swoimi sprawami i bardziej wsłuchany, czy nie zbliża się jakiś drapieżnik, nieświadomy wypadku pokicał przed siebie i przegryzł postronek, który więził gospodarza. Kilka ruchów szczęką i Anton był wolny.

Nazajutrz Anton przewiózł zwierzęta do nowej posesji, a sam wrócił do starej, aby przygotować ją na sprzedaż. Zwierzęta chodziły po wielkim placu, o wiele obszerniejszym niż poprzedni. Zagadywały się nawzajem o tym, co dzień wcześniej zrobił królik. Przecież trzeba być prawdziwym bohaterem, aby uwolnić swojego pana. Do tego jeszcze tak szybko. Kura nioska chodziła od jednego do drugiego i gdakała piękną wieść. Krowa stanęła nad sianem i w zamyśleniu przeżuwała całe zajście, świnia ryła, wierząc, że znajdzie w gruncie rzeczy, kogut wskoczył na płot i piał z zachwytu i tylko baran beczał jak dziecko, któremu zabierze się lizaka. On jedyny stanął z dala od całego zamieszania i pomyślał sobie, że nie dołączy do tych zachwytów.

Po kilku godzinach zwierzęta wybrały przedstawiciela, osła, który stanął pośrodku placu i wygłosił przemowę:

Jak wiemy, wczoraj miał miejsce wypadek, w którym ucierpiał nasz pan. Stało się to, gdy przewoził wielu z nas właśnie tutaj, gdzie mamy lepiej, bo większa obora, obszerniejsze podwórko, a i w stodole więcej siana na zimę. Z pomocą przyszedł mu królik, za co wszyscy jesteśmy mu wdzięczni.

Oj głupcy, głupcy” — pomyślał baran.

Właśnie, jesteśmy nie tylko wdzięczni, ale i pełni podziwu za bohaterstwo — kontynuował osioł. — Pragniemy mu za to podziękować, mianując naszym…? — zawiesił głos, tworząc napięcie.

Po placu przebiegł cichy pomruk, przez który przebijały się pojedyncze słowa:

Szefem — wymamrotał koń.

Królem — poprawiła krowa.

Prezydentem — wygdakała kura, dłubiąc w ziemi.

Wodzem — pokiwał z pobłażaniem baran.

Właśnie, wodzem! — wykrzyknął osioł. — Królik od tej pory będzie naszym wodzem. Nie królem, bo czasy monarchii dawno minęły, nie prezydentem, bo nie mamy prezydium, nie szefem, bo to za mało oficjalnie, ale właśnie wodzem! — powtórzył. — Proponuję nadać mu wszystkie przywileje, jakie nam przyjdą do głowy, i niech on stanowi nowe prawo.

Zwierzęta pokiwały z aprobatą.

 

Kilka dni później królik, zupełnie nie rozumiejąc, czego w oczach innych dokonał, zarządził doszkalanie wszystkich zwierząt w zakresie przegryzania postronków, bo przecież od tego się zaczęło. Trzeba było więc pomóc innym, aby na przyszłość byli w stanie powtórzyć jego wyczyn. Bo przecież kochał innych. I tak oto koń gryzł sznur, dziobała kaczka, pazurami szarpał kot, a ryjem bezskutecznie ryła świnia. O ile koniowi poszło to jak z płatka, tak inne zwierzęta miały już większe problemy, a świnia męczyła się cały dzień, ale nie dała rady przepołowić postronka. Jednak po kilku dniach i ona tego dokonała.

Królik, widząc swój sukces, postanowił nauczyć wszystkich kicać. Szmer przemknął po zgromadzonych zwierzętach. Kot poradził sobie całkiem dobrze, jednak miał kłopoty z ciągłym siadaniem na tylnych łapach. Pies tak samo. Koń nawet usiadł podobnie, jednak nie mógł powstrzymać się od rżenia. Krowa próbowała wielokrotnie, ale za każdym razem zginała również przednie nogi i zalegała na glebie. Najgorzej miało ptactwo domowe, bo jak tu się podpierać skrzydłami? Jedynie gęś w miarę to potrafiła.

A baran stał z daleka, patrzył, kiwał łbem i już prawie nic nie mówił.

Po tym zadaniu, niewykonanym przez wszystkich, królik zniknął w rogu psiej budy i postanowił przemyśleć, co zrobić, aby każde zwierze jednak było w stanie dokonać tego, co on, czyli pomóc swojemu panu. Pomyślał, że przecież wszystko zaczęło się od tego, że jadł sobie smacznie koniczynę, nic go więcej nie obchodziło. To musi być klucz!

Nazajutrz zwołał zebranie i wydał polecenie:

Od dziś wszystkie zwierzęta mają jeść tylko rośliny, a przede wszystkim trawę. To dla waszego dobra! Dzięki temu będziecie w stanie przegryźć niejeden postronek...

Tylko baran stał z dala i już nawet przestał kiwać łbem. Poszedł do chałupy Antona i tłukąc rogami w drzwi, domagał się interwencji. Ale stary Anton plótł nowy postronek, aby mieć czym krępować zwierzęta, bo nadchodziła Wielkanoc, na którą zaplanował mnóstwo świeżego mięsa.